Recenzja nowego wydawnictwa Britney opublikowana. Nic nie powstrzymuje mnie więc przed skupieniem się na czymś innym. Nie samymi nowościami człowiek żyje, prawda?

Cofnijmy się w czasie do roku 1971, bo właśnie wtedy został wydany album, którego temat chce dzisiaj poruszyć. Krążek ten zgarnął aż cztery nagrody Grammy’s, w tym za album roku, ale z upływem lat słuch o nim powoli zaginął, aż wreszcie, w szczególności w Polsce, stał się on wręcz zapomniany. I to pomimo szerokiego uznania, statusu ikony i trzydziestego szóstego miejsca na rankingu magazynu „Rolling Stones” — 500 Greatest Album of All Time. 

Carole King, bo to o jej płycie dzisiaj pomówimy, była znana wtedy w świecie muzyki od ponad dziesięciu lat. Jako songwriterka zasłynęła już w latach sześćdziesiątych, pisząc takie przeboje jak: Will You Love Me Tomorrow dla The Shirelles i (You Make Me Feel Like) A Natural Woman dla Arethy Franklin. Tak jednak wszelakie próby nagrania jej własnego materiału zawsze kończył się fiaskiem i po pewnym czasie King postanowiła do tego pomysłu nie wracać, skupiając się na pisaniu dla innych artystów. Do zmiany zdania namówił ją jej przyjaciel, także muzyk — James Taylor. Za jego namową Carole w 1970 roku wydała album Writer oraz zaczęła przygotowania do nagrania kolejnego.

Tapestry
Okładka albumu

1971 rok — King wypuszcza swoje drugie solowe wydawnictwo, które zmienia jej dotychczasowe życie. Tapestry, bo tak je nazwała, składa się w oryginale z dwunastu utworów, z czego dwa z nich to covery wcześniej napisanych przez artystkę hitów. Na single promocyjne zostały wybrane It’s Too Late/I Fell The Earth Move i So Far Away/Smackwater Jack. Reprezentują one idealnie wszystko to, co będziemy mogli znaleźć na pełnym krążku. Nieprzekombinowany wokal Carole połączony z akompaniamentem fortepianu, gitary i innych instrumentów.

Album otwiera wspomniany wyżej — I Feel The Earth Move, który wprowadza słuchacza w wizję artystyczną wokalistyki. Przygrywka na fortepianie, która najlepiej rozbrzmiewa podczas solówki, to tylko wierzchołek góry lodowej, który będziemy mogli usłyszeć przez cały album. Piosenka ta jest bardzo żywa, od razu porywa do tańca. Po genialnym otwarciu przechodzimy w wolniejsze klimaty, które często jednak będą się przeplatać ze żwawszymi utworami. King stawia tu wszystko na jedną kartę — swój głos, który dzięki prostocie całości prezentuje się znakomicie, co najlepiej słychać w So Far Away.

carole king
Carole King w 1971 roku

Poza wspomnianymi wcześniej dwoma utworami, na uznanie zasługują też:

  1. Beautiful — zaciekawia swoją melodią już od pierwszej sekundy;
  2. Way Over Yonder — Carole zabawia się swoim głosem. Liczne runy, ale także ten pojawiający się w połowie utworu saksofon, który nadaje utworowi klimat jazzu. Perełka;
  3. You’ve Got A Friend — połączenie wokalu, akompaniamentu i tekstu zasługuje na tylko jedno określenie — perfekcja. 

Dwa kawałki na całym albumie to covery wcześniej napisanych przez Carole piosenek dla innych artystów i należy im się osobny akapit w tym tekście. King nie stara się zaśpiewać ich lepiej, niż zrobili to poprzednicy. Chce ona ukazać ich inną stronę, wydobyć z nich swoje własne odczucia, które wtedy w niej siedziały. Nie znajdziemy tu pogodnego w oryginale Will You Love Me Tomorrow wykonywanego przez The Shirelles. Wersja Carole jest balladą. Pytaniem, czy będzie dalej kochana i nie zostanie znowu porzucona. (You Make Me Feel Like) A Natural Woman Arethy Franklin także nie ma w sobie nic z oryginału. Nie wspominając tu o wokalu, bo Aretha… to Aretha, King wyśpiewuje tu, że wreszcie czuje się jak ta tytułowa prawdziwa, naturalna kobieta, co idealnie łączy się z delikatnym głosem wokalistki.

Wokalnie King szczególnie nie powala na kolana, ale też nie musi tego robić. Potrafi śpiewać na żywo, co wielokrotnie też udowadniała i nadal to robi, pomimo upływu tylu lat. Jej delikatny głos perfekcyjnie łączy się z podkładem, który sama artystka też często własnoręcznie odgrywa. Nadaje to wszystko Tapestry spokojnego klimatu, którego nigdzie indziej nie znajdziemy.

 

Po wydaniu Tapestry, Carole zaczęła pracę nad kolejnym krążkiem. Music został wydany już w tym samym roku, ale nie był to materiał, który zdobył taką samą popularność co poprzednik. Kariera King zaczęła powoli przygasać.

Czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze miejsce dla takich albumów? Niestety, ale nie. Gdyby Carole King debiutowała teraz, nie odniosłaby takiego sukcesu. Tapestry to relikt swoich czasów, który w erze komputerowych brzmień, robionych przez producentów, nie przebiłby się do mainstreamu, a szkoda. Szkoda, bo jest w nim coś magicznego, wartego poznania. Album ten polecam przesłuchać w wolnej chwili, już się dzisiaj takich nie robi.

Advertisements

3 thoughts on “Echo przeszłości — Carole King „Tapestry”

  1. Przesłuchałem tak „na szybko” i na pewno sprawdzę więcej kawałków/albumów. Fajny klimat, pasuje mi i przyda się na spokojne popołudnia. Co do pytania, czy jest miejsce na takie albumy… wbrew pozorom jest. Nawet w stosie tego chłamu, na dobrą muzykę zawsze jest miejsce, ale faktycznie – takiego sukcesu bym już nie wróżył. W każdym razie dziękuję, powiększę swoją playlistę. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Spodobał mi się ten album, jest pełen ciepła, dawnego klimatu i pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że dziś nie miałby szans 😉 Odrobinę bardziej „dzisiejsze” aranże, może wystaranie się o wypromowanie singla w jakimś filmie i na pewno odniósłby sukces. Abstrahując od tego – dobry tekst, widać że wiesz o czym piszesz.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s