Przyjrzeliśmy się już najgorszym utworom, które były popularne w 2016 roku. Czas więc zająć się tą lepszą stroną przemysłu muzycznego. Zasady są takie same, jak w przypadku poprzedniego tekstu: by utwór znalazł się na stworzonej przeze mnie liście, musiał pojawić się na notowaniu „Billboard Hot 100” w top 40. Zaczynajmy!

Śmierć Davida Bowiego zaskoczyła wszystkich. Artysta dopiero co świętował swoje 69. urodziny i opublikował teledysk do singla promującego jego nowy, i, jak się okazało, ostatni album — Blackstar. Z Lazarusa wręcz wylewają się emocje i można wyczuć, że Bowie nagrywając go, wiedział, że wkrótce umrze. Użyty w utworze saksofon podkreśla niezwykłość warstwy instrumentalnej, opartej na dźwiękach perkusji i gitary. Dobry tekst, przepełniony znaczeniami, jeszcze bardziej widocznymi w teledysku. Bowie to legenda, której będzie brakowało i każdy powinien zapoznać się z jego twórczością.

Jednym z największych hitów lata 2016 było zdecydowanie Into You Ariany Grande i nie ma się tu czemu dziwić. Świetny wokal byłej gwiazdy Nickelodeon połączono tu z równie znakomitym beatem. To również dobrze podbudowany refren, a także udany bridge, który nie odstaje od reszty, ale wyróżnia się na tyle, by móc go wyłapać. Dodajmy do tego nawiązania do Elvisa i Mariah Carey: „A little less conversation and a little more touch my body” i mamy połączenie idealne. Polecam przesłuchać wersję a capella, w której Ariana demonstruje swój potężny wokal.

Początek zeszłego roku należał do Rihanny. Jej najnowsza płyta wydana 28 stycznia rozeszła się jak świeże bułeczki, i zdobyła status platynowej zaledwie dwa dni od wypuszczenia, a pierwszy singiel — Work — był dosłownie wszędzie. Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny utwór z tego krążka, który prawie nie został zaklasyfikowany na tę listę, ponieważ pojawił się w zestawieniu billboardu dopiero w Wigilię. I bardzo się cieszę, że tak się jednak stało! Love On The Brain to jedna z lepszych piosenek na Anti. Jest w niej coś, co mnie przyciąga. Rihanna znakomicie odnajduje się w stylistyce muzyki lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych i świetnie łączy elementy soulu i rocka. Wokalnie również wszystko stoi na wysokim poziomie, czego nie można było zbyt często powiedzieć o wokalistce w przeszłości. Wystarczy przesłuchać jej wykonanie na żywo z VMA czy Billboard Music Awards. Nie widziałbym tej listy bez tego utworu.

Nigdy nie sądziłem, że na zestawieniu podsumowującym najlepsze (moim zdaniem) hity danego roku, pojawi się jeden specyficzny artysta. Piekło zamarzło, świnie latają, a przed wami Justin Bieber. Love Yourself najprawdopodobniej spotkałby taki sam los, jak inne piosenki wokalisty, i nigdy bym się nią nie zainteresował, gdyby nie jeden szczegół. Od pierwszego usłyszenia w radiu miałem dziwne wrażenie, że nie brzmi mi to jak poprzednie single Biebera, tylko jak coś, co mógłby napisać i zagrać Ed Sheeran… i miałem racje. Love Yourself zostało napisane z pomocą Sheerana, który nawet wykonuje w piosence chórki. Nie wiem, czy to tęsknota za Brytyjczykiem w muzyce, czy specyficzny klimat utworu, ale bardzo mi to odpowiada. Więcej kolaboracji w tym stylu i kto wie, może wreszcie przekonam się do młodego Kanadyjczyka.

Jeżeli Rihanna zawładnęła początkiem roku, tak do Beyoncé należała cała jego reszta. Wydany niespodziewanie dzień przed Superbowl singiel Formation spowodował, że ludzie chcieli więcej. Był jeden problem: nikt nie wiedział, kiedy Beyoncé wypuści szósty album, i tak pozostało aż do dnia jego premiery. Oczekiwania były ogromne; liczne nominacje, nagrody i tytuły „albumu roku” tylko pokazują, że opłacało się czekać. Wszystkie piosenki z Lemonade są dobre na swój sposób, ale mną szczególnie zawładnęło Freedom i Don’t Hurt Yourself. Obydwa utwory są bardzo energetyczne. Słuchacz od pierwszych dźwięków wsiąka w beat, który jest przemyślany i zbudowany tak, by cały czas przykuwać uwagę. W DHY artystka miesza gatunki: czerpie z rocka, nadając całości nowy twist, którego jeszcze nie mieliśmy okazji poznać. Freedom to kolaboracja Kendricka Lamara, która wreszcie nie wywołuje u mnie negatywnych emocji. Wokal Beyoncé jest na swoim standardowym, wysokim poziomie. Zapowiadają się interesujące rozdania Grammy’s w tym roku.

Nie przepadam za coverami, co brzmi absurdalnie, zważywszy na to, że uwielbiam Pentatonixów. Zdarzają się takie, które mnie zainteresują, ale zazwyczaj jest tak, że zostaję przy oryginale. PTX mają w sobie coś takiego, że wszystko, co wypuszczają, jest świetne (poza Gold, ale to już wina Kiiary). Nie inaczej było w przypadku pierwszego singla promującego ich świąteczny album — Hallelujah, który od razu stał się jednym z dwóch moich ulubionych interpretacji tego legendarnego już dzieła Leonarda Cohena (drugą oczywiście jest wersja Jeffa Buckleya). Zacznijmy od wokalu: jest obłędny. Niski ton głosu Aviego nadaje klimat jego zwrotce, część Kirstie, w której wchodzi w swoje wysokie rejestry, zawsze wywołuje u mnie gęsią skórkę. Dodajmy do tego aranżację i fakt, że wszystko zostało wykonane przy użyciu tylko ich głosów i mamy hit.

Alessia Cara jest przykładem osoby młodej, która wie jak wejść do świata muzyki (ehem…Daya…ehem). Here zostało wydane jeszcze w 2015, ale swoją popularność zdobyło dopiero w 2016, więc zalicza się do moich kryteriów, bo utwór pojawił się na liście Billboardu 7 lutego i pozostał na niej przez trzydzieści cztery tygodnie! Beat w utworze jest bardzo przyjemny. Tworzy on dobre połączenie z tekstem napisanym przez wokalistkę, który w przeciwieństwie do większości popularnych piosenek, ma sens i jakieś przesłanie. Wokalnie Alessia daje radę, nawet na żywo! Czekam na więcej, bo mamy tu potencjał na coś dużego.

Adele powróciła po czterech latach nieobecności w muzyce i jak wielki powrót to był. Hello zawładnęło światem, ale moim ulubionym kawałkiem z 25 jest Send My Love (To Your New Lover). Nie jest to typowa ballada w stylu artystki. Utwór ten jest bardziej upbeatowy, co zawdzięcza producentowi: Maxowi Martinowi, który współtworzył też wcześniej opisywane przeze mnie Into You. Instrumental oparty jest na dźwiękach gitary, na której zagrała Adele. Tak, piosenka ta była strasznie ogrywana w wakacje, tak… mam już jej serdecznie dosyć, ale nie można jej technicznie nic zarzucić. Dobra piosenka, która nadal wchodzi tak dobrze, jak za pierwszym razem.

Każdy, kto mnie zna, wie, jak dużą sympatią darzę Twenty One Pilots i nie mogłoby ich zabraknąć na tej liście. Spośród trzech piosenek, które królowały na liście Hot 100 Billboardu w 2016, równie dobrze mógłbym opisać każdą z nich z osobna. Skoncentruję się jednak na Heathens — jedynej dobrej rzeczy, która wyniknęła z koszmarku, jakim był Suicide Squad. Utwór ten działa pod każdym względem. Nie jest to typowa piosenka nagrywana pod dany film. Wokalista Twenty One Pilots, Tyler Joseph, pisząc Heathens, chciał, by kawałek ten był brany pod uwagę jako ich autorski utwór, a dopiero potem jako coś wypuszczonego na potrzebę filmu, co słychać zewsząd. Tekst przepełniony jest ukrytymi znaczeniami, których interpretacji nie mam zamiaru nawet tutaj dotykać, i idealnie łączy się z mrocznym tonem beatu zbudowanego głównie na perkusji, pianinie i basie. Jeden z lepszych utworów kiedykolwiek napisanych do filmu.

Na koniec małe wyróżnienie: piosenka, która nie dostała się na notowanie Billboardu, pomimo bycia na nim innych tytułów z albumu, z którego pochodzi. O Kanye Wescie można powiedzieć dużo złego, ale jednego odmówić mu nie można – jest muzycznym geniuszem. Liczba wygranych przez niego statuetek Grammy tylko to potwierdza. The Life Of Pablo to jeden z lepszych albumów, jakie dane mi było usłyszeć w tym roku, i znajduje się na nim mnóstwo świetnych kawałków, ale moją uwagę najbardziej przykuło Wolves. Kolaboracja Westa, Sii, Vica Mensa i w oryginale Franka Oceana, którego część została później przeniesiona na osobny utwór, łączy się w przepełniony emocjami track, obok którego nie można przejść obojętnie. Mądry tekst, świetny wokal. Polecam.

Tak prezentuje się moja lista najlepszych hitów 2016 roku. Jakie waszym zdaniem piosenki były najlepsze? Czekam na wasze komentarze.

Reklamy

8 thoughts on “Najlepsze hity 2016 roku

  1. Z moich „klimatów” jest tu tylko Adele, ale muszę przyznać, że nawet piosenka Biebera wpadała mi w tym roku w ucho. Generalnie jednak myślę, że nie był to specjalnie dobry rok, jeżeli chodzi o muzykę. Przesłuchiwałam wczoraj playlistę największych hitów roku na Spotify i w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy czasem nie słucham w kółko jednej piosenki, takie to wszystko banalne.

    Z mniej popularnej muzyki, w 2016 roku zachwycił mnie nowy album Lissie oraz debiut Ilony Sojdy – „Śnił mi się raj”.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mocno się zgadzam 🙂 Adele dla mnie tym kawałkiem zrobiła większa furorę niż fenomenalnym Hello. A Heathens uzależnia 😀 dzięki

    Polubienie

  3. tak jak muzyce radiowej nie ufam na ogół, to z „Lazarusa” czy „Wolves” w moim odbiorniku bardzo bym się ucieszył, bardzo fajne piosenki. od siebie dorzucam Hotline Bling, koniecznie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s