W momencie zapowiedzi nowego wydawnictwa Paramore z ich wcześniejszych dokonań znałem może z pięć kawałków. Uważałem ich za niezły zespół, ale jakoś nigdy nie miałem okazji, by przysiąść i przesłuchać całego dorobku grupy. Zaległości nadrobiłem na dwa tygodnie przed planowaną premierą After Laughter, przez co jeszcze bardziej oczekiwałem na ten krążek, który ostatecznie został wydany 12 maja. Jak sobie radzi i czy jest po co po niego sięgać?

After Laughter składa się z dwunastu utworów. Na single promocyjne zostały wybrane Hard Times oraz Told You So. O nich wspominałem już przy okazji przeglądu singli — 21.04 i 05.05. Świetnie oddają one ogólny zarys całej płyty — mocny throwback do ery popowych syntezatorów.

Album otwiera wspomniane wcześniej Hard Times, więc przeskoczymy od razu do następnej piosenki — Rose-Colored Boy. Idealnie kontynuuje on nakreśloną przez poprzednika stylistykę lat 80 i przyjemnego, wesołego podkładu, który kontrastuje z poważniejszym tekstem, a to za sprawą rewelacyjnie zagranej gitary i perkusji. Wokalnie Hayley daje z siebie wszystko, co słychać, lecz niczego innego bym się po niej nie spodziewał.  Jeżeli o ten aspekt chodzi, to najlepiej sprawdza się Forgiveness, głos Williams wręcz na nim błyszczy. Najlepszy track pod tym względem, trochę wolniejszy w porównaniu do trzech poprzednich.

okładka
Okładka albumu

Uwielbiam Fake Happy. Początek może zmylić słuchacza, ponieważ zwiastuje smutny, akustyczny numer. Nic bardziej mylnego! Całość szybko przeradza się w fantastyczny kawałek z rewelacyjnym refrenem i solidnym basem, co podtrzymuje Pool oraz Caught In The Middle. Szczególnie ten drugi ze swoim wystrzałowym refrenem i znakomitymi riffami gitarowymi.

Równie dobre jest Grudges opowiadający o powrocie do zespołu perkusisty Zaca Farro i naprawie jego przyjaźni z Williams. Śpiewa on nawet razem z Hayley w bridge’u i brzmi świetnie! Ich głosy łączą się razem idealnie. Pozytywnie mogę się też wypowiedzieć o Idle Worship. Tytuł to oczywista i całkiem zabawna gra słów związana z angielskim wyrażeniem „idol worship”, o czym opowiada całość.

Niestety w samych superlatywach nie mogę napisać na temat 26 i No Friend. Obydwa utwory nijak nie pasują do reszty płyty i o ile ten pierwszy jeszcze się broni jako osobny track, tak No Friend pozbyłbym się całkowicie. Przy pierwszym słuchaniu albumu myślałem, że zepsuły mi się słuchawki, bo wokal Aarona Weissa z zespołu mewithoutyou jest momentami tak cichy, że prawie go nie słychać. Rozumiem założenie, że jest to outro do Idle Worship, które opowiada o historii zespołu, ale to nie wyszło. 26 to natomiast ballada, swoista odpowiedz na singiel Brick by Boring Brick z wydanego w 2009 roku Brand New Eyes. Całość jest zaśpiewana idealnie, podkład również jest na wysokim poziomie, lecz to nie te klimaty. Słuchacz zostaje wciągnięty w nakreśloną stylistykę i zostaje z niej na chwilę wyciągnięty, by za cztery minuty do niej wrócić, tak, jak gdyby nic się wcześniej nie wydarzyło. Bardzo dobry utwór, nie ta płyta. Być może w wersji deluxe by się to sprawdziło.

O wiele lepiej sprawdza się w tej kwestii zamykający After Laughter — Tell Me How. Ten powolny kawałek nie tylko jest utrzymany w podobnych synthpopowych klimatach, przez co nie odbiega od reszty albumu, ale do tego działa jako idealna konkluzja całości. Ostatnia fraza piosenki, jak i samego albumu „I can still believe” dodaje na koniec trochę optymizmu w przepełnionym trudnymi tematami krążku, a także historii zespołu, która nie zawsze była kolorowa.

paramore-2017-after-laughter-review
Paramore 2017

After Laughter nie jest płytą rockową. Sklasyfikowałbym ją jako pop-rock, chociaż z wszechobecnymi syntezatorami i innymi dodatkami byłbym bardziej skłonny przypisać ją do tego pierwszego gatunku i innych jego pochodnych, takich jak np. synthpop. Czy to źle? Jak najbardziej nie. Hayley nie jest już tą buntującą się nastolatką, jaką była podczas nagrywania pierwszych albumów zespołu i nie należy od niej oczekiwać, by cały czas o tym śpiewała. Dorosła i dojrzała, a wraz z nią jej muzyka i wychodzi jej to na dobre. Wokalnie i instrumentalnie wszystko stoi na wysokim poziomie, co też słychać na wszelakich występach na żywo.

Omawiana przeze mnie pozycja to album dobry, ale… no właśnie, tylko dobry. Zdecydowanie nie jest to najlepsze wydawnictwo Paramore, miano to nadal podtrzymuje wydane w 2013 roku Self-Titled. Jest to krążek, po który warto sięgnąć, ponieważ ma swoje momenty, z pominięciem wspomnianych przeze mnie dwóch utworów, ale nie jest to nic rewolucyjnego. Ot przyjemne LP, które na pewno przesłucham jeszcze wiele razy w przyszłości.

Ulubione utwory: Rose-Colored Boy, Hard Times, Told You So, Caught In The Middle
Do pominięcia: No Friend, 26

Reklamy

17 thoughts on “„I can still believe” — Paramore — After Laughter

  1. Prawdę powiedziawszy, nie miałam okazji jeszcze ich posłuchać. Słyszałam o nich, ale opinie mnie nie przekonywały. Teraz słyszę, że Hayley ma ciekawy głos, bardzo mi się podoba, jednak muzyka w stylu „Hard Times” to jednak nie moje klimaty. Może pozostałe utwory będą ciekawsze? Czas rozpocząć przygodę… 😀

    Lubię to

    1. Spróbować nie zaszkodzi, a kto wie, może coś Ci się spodoba! Mnie czeka batalia z Katy Perry i jej Witness i coś czuję, że tę walkę przegram. Oby chociaż nowe single mnie w tym tygodniu nie zawiodły, bo w zeszłym była pod tym względem posucha 😦

      Lubię to

      1. Słuchałam i póki co najbardziej podoba mi się ta ballada, którą opisałeś na nie 🙂 Poza tym jednak to nie mój klimat. A batalii z Katy Perry współczuję, ale może jednak coś Ci się uda wyszukać? 😀

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s