W jednym w poprzednich tygodni powstał najkrótszy przegląd najlepszych utworów wydanych w przeciągu ostatnich siedmiu dni. Bijemy rekordy, ponieważ dzisiejsze zestawienie należy do najdłuższych. Udało mi się bowiem wytypować do niego aż dziewiętnaście tytułów wartych uwagi! Bardzo udany weekend w przemyśle i to pomimo pechowego piątku trzynastego. Nie przedłużając, zaczynajmy!

A tym razem rozpoczniemy (po raz ostatni na dłuższy czas) od P!nk. Artystka wypuściła wyczekiwany przez wielu album — Beautiful Trauma, który reklamuje For Now. Tym razem Alecia Moore prezentuje się słuchaczom w typowej dla siebie power-balladzie. Ta zaczyna się spokojnie, by wraz z trwaniem uderzyć perkusją oraz innymi instrumentami. Zabieg znany i dość często używany, a wyszło to, co najmniej dobrze! Całe wydawnictwo jeszcze przede mną, chociaż poprzednie nagrania promocyjne nastawiły mnie do niego pozytywnie. Na razie zasłuchajcie się w For Now.

Druga pozycja na dzisiejszej liście jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W zeszłorocznym poście na temat najgorszych „hitów” 2016 roku umieściłem tam Gold Kiiary. Produkcja ta była straszna. Od tamtego czasu postanowiłem o Amerykance zapomnieć i najlepiej do niej nie wracać (W czym nie pomogła równie mierna kolaboracja z Linkin Park). Pojawienie się jej w playliście New Music Friday na Spotify oznaczało dla mnie więcej tego samego i natychmiastowy skip. O jak się myliłem! Wishlist to konkretny przedstawiciel electropopu. Nie ma w nim nic z tego, co sprawiało, że Gold było koszmarne. Wokalistka brzmi świetnie, a podkład również daje radę. Przyjemny numer, do którego chętnie będę wracał. To dopiero niespodzianka!

Czytaj także: Najgorsze „hity” 2016 roku

Kehlani ledwo co wydała w styczniu swoje drugie LP — SweetSexySavage, a już nagrała kolejny fantastyczny singiel! Honey to wyśmienicie zaśpiewane, oparte tylko na gitarze R&B. Odrobinę delikatne, a nawet bajeczne akustyczne brzmienie, w którym cudownie odnajduje się wokal dwudziestodwulatki. Można by powiedzieć, że jest to proste, ale za to, jak magiczne. Aż chce się tego słuchać!

Paper doll FRANKIE to natomiast przykład wystrzałowej popowej piosenki zrobionej z lekkim pazurem, bez utraty jednak swojej cukierkowości i słodkości. Ta zbudowana jest na riffie, który przebrzmiewa przez całość tytułu, tworząc cały jej klimat. W tym zdecydowanie pomaga też głos Amerykanki. Czekam na więcej!

St. Vincent nie przestaje mnie zaskakiwać. Slow Disco pochodzi z oczekiwanego przeze mnie albumu Masseduction, który miał swoją premierę w ten piątek. Kawałek ten to dość konkretne powolne nagranie. I cóż mogę o nim powiedzieć, poza tym, że jest przepiękne. Od strony tekstowej, po wykonanie, aż do samej końcówki, której muszę przyznać, że się nie spodziewałem. Cudowne granie, przez które jeszcze bardziej muszę przesłuchać płytę.

Jeszcze jedna niespodzianka tego zestawienia. Zaczynam coraz bardziej szanować Louis Tomlinsona! Po miernym Just Hold On oraz zachwalanym przeze mnie Back To You Brytyjczyk wydał już trzeci solowy singiel. Just Like You uderza w electropop, w którym były członek One Direction odnajduje się najlepiej. Solowa kariera, tak samo, jak w przypadku Harry’ego Stylesa, mu służy!

Nie mogło w tym tygodniu zabraknąć tu dvsn. Tym bardziej że duo wydało w ten piątek swoje drugie wydawnictwo. Morning After — tytułowy utwór z ów LP to w porównaniu do poprzednio omawianych przeze mnie produkcji Kanadyjczyków upbeatowe nagranie. Niech was to jednak nie zmyli, ponieważ to solidny tytuł z wyśmienitym beatem.

O H.E.R., a raczej Gabi Wilson miałem już okazję się wypowiadać w przeglądzie 28.04. Ledwo co w lipcu Amerykanka wypuściła swoją drugą epkę, a już w przyszłym tygodniu premierę ma mieć jej trzeci mini album — H.E.R. Volume 2 – The B Sides, który reklamuje numerem nazwanym po prostu — 2, Ten to fantastycznie wyprodukowane R&B. W pamięci utkwił mi fragment refrenu, w którym dwudziestolatka powtarza tytułowe „two”. Dość ciekawe brzmienie z kapitalnym wokalem, z którym warto się zapoznać.

Czytaj także: Przegląd singli — 28.04

Kolejna wokalistka, o której już kiedyś na blogu wspominałem. Dziś dużo powrotów. Na temat Elli Vos pisałem poprzednio, że jest czymś odświeżającym w popowym przemyśle muzycznym. Swoje zdanie podtrzymuję, ponieważ Mother (Don’t Cry) to wszystko to, co mogliśmy już usłyszeć w Rearrange, zrobione nawet trochę lepiej. Refren znowu wpada w ucho, a delikatny głos Vos jest jeszcze przyjemniejszy. Szczególnie w bridge’u przed krótką solówką na gitarze. Cudo!

Przenieśmy się na chwilę w inne strony. W jednym z pierwszych moich zestawień pojawiła się wokalistka Bishop Briggs, która 14 kwietnia wydała swoją drugą epkę. W ostatni piątek swoją premierę miała nowa piosenka Brytyjki — Dream. Ta w porównaniu do poprzedniego wydawnictwa McLaughlin jest dość radosna, co świetnie kontrastuje z poważniejszym tekstem. Sarah od strony wokalnej nadal daje radę, prezentując swój potężny warsztat. Nie zawiodłem się!

Czytaj także: Przegląd singli — 14.04

Bracia Gallagher nie pałają (słabo powiedziane) do siebie sympatią. Czy przypadkiem jest więc wypuszczenie przez Noela Gallaghera swojego nowego kawałka trzy dni po premierze pierwszej solowej płyty jego młodszego brata Liama? Nie patrząc jednak na braterskie kłótnie, spróbujcie się pozbyć melodii refrenu Holy Mountain, gdy już skończycie go słuchać. Ja nie potrafię, tak wpada w ucho, ale jednocześnie nie staje się zbyt szybko denerwujący. Porządny przedstawiciel odrobinę mocniejszego grania w tym tygodniu.

Drugi track z nadchodzącego wydawnictwa — What If Nothing wypuścili również Walk The Moon. I mogę śmiało przyznać, że Headphones udaje się pobić One Foot. Całość to wystrzałowe pop-rockowe brzmienie, z dużym naciskiem na ten drugi gatunek. Lekko agresywne, połączone z kapitalnymi riffami gitarowymi i równie wyśmienitą perkusją. Jestem na tak i to nawet bardzo!

Wracamy na chwilę do Wielkiej Brytanii. If You Want To Make Money wyróżnia się na tle innych dzisiejszych propozycji swoim chilloutowym instrumentalem, który powstał dzięki sprytnemu dodaniu do siebie elementów indie rocka i popu. Willowi Josephowi Cookowi udało się stworzyć przyjemny wakacyjny utwór w październiku, co przypadnie do gustu wszystkim tym, którym brakuje słońce w te coraz to zimniejsze jesienne dni.

Nie wiem, co takiego ma w sobie Dreams Fleetwood Mac (poza tym, że to klasyk nad klasykami pochodzący z genialnego krążka — Rumors), ale bardzo często nagrywane są covery właśnie tego numeru. W maju dostaliśmy wersję Cosimy (o której możecie przeczytać w przeglądzie — 12.05), a tym razem swoją aranżację prezentuję Girl Blue. Wokalistka przedstawia jednak zupełnie inne podejście do oryginału, oddając mu przy tym należyty hołd. Głos Arielle na tle elektrycznego beatu wypada magicznie, dając słuchaczom przecudowną interpretację, która wyszła fenomenalnie!

Czytaj także: Przegląd Singli — 12.05

Z wręcz hipnotycznego brzmienia przenosimy się w rejony indie popu. Hard To Be Myself Fickle Friends to przykład nagrania spod tego gatunku zrobionego z głową.  Taneczny beat jest świetny, a co najważniejsze, nie jest irytujący, szczególnie drop w refrenie. To akurat częsty zarzut do muzyki popularnej, szczególnie obecnie. Jestem zaintrygowany i chętnie sięgnę po wcześniejsze dokonania zespołu.

Leave The Light On Toma Walkera wypełnia dzisiejszą lukę w braku potężnych męskich wokali. Zbudowana głównie na pianinie ballada łączy w sobie elementy klasycznego instrumentalu ze współczesnymi dźwiękami electro. Całość wypada porządnie, chociaż taka kombinacja nie powinna się w założeniu udać.  Brytyjczycy po raz kolejny pokazują, że potrafią tworzyć dobre produkcje.

A skoro już jesteśmy przy powolniejszych singlach, warto by wspomnieć o Turn Out The Light (zbieżność z poprzednim tytułem przypadkowa, przysięgam!) Julien Baker. Dwudziestodwuletnia Amerykanka zaskakuje swoim głosem. Ten początkowo delikatny pod koniec zmienia się nie do poznania w odrobinę agresywniejszy, a to za sprawą przejścia w wyższe rejestry oraz drobnej zmianie w podkładzie. Ciekawa propozycja na jesienne wieczory.

The Barr Brothers wydali w ten piątek swoją trzecią płytę — Queens Of The Breakers, którą reklamują w NMF kawałkiem Kompromat. Ten to znakomite połączenie indie folku z indie rockiem. To idealnie imituje klimat dawnych nagrań sprzed kilkunastu lat. Do zestawu dodajmy wystrzałową solówkę na gitarze i wokal Brad Barra, który już sam w sobie brzmi, jak gdyby był wyrwany z innej epoki. Fantastyczne oldschoolowe granie, w sam raz dla fanów tego typu inicjatyw.

A na koniec jeszcze jeden indie rockowy track z elementami folku. Album Lotta Sea Ice powstał dzięki kolaboracji Courtney Barnett i Kurta Vile’a. Ten promowany jest w tym tygodniu piosenką Fear Is Like a Forest — coverem numeru nagrane oryginalnie przez partnerkę Coutrney  i będąc całkowicie szczerym, to wszystko to, co napisałem wyżej w przypadku zespołu The Barr Brothers, pasuje też i tu. Para zaprezentowała nam fenomenalną podróż w czasie do muzyki granej bardziej w latach sześćdziesiątych, którą ostatnio przypominali nam The War On Drugs. Porównanie jak najbardziej na miejscu, ponieważ Kurt Vile był kiedyś członkiem właśnie tej amerykańskiej grupy. Spokojne i przyjemne brzmienie, takie, jakie lubię!

Dzisiejszy przegląd był jednym wielkim miszmaszem gatunkowym. Od popu, po indie rock, folk i R&B. Czekam na wasze komentarze z utworami, które wam najbardziej wpadły w ucho, bo jest z czego wybierać!

Reklamy

16 thoughts on “Przegląd singli — 13.10

    1. Polecam się! Gorzej by było, gdyby pojawił się tu jakiś metal! Takie spokojniejszy granie, a nagle bum: mocna, agresywna gitara, perkusja i niezrozumiały wokal. Wtedy dopiero by mnie Twoi sąsiedzi polubili 😂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s